RSS
 

Archiwum - Lipiec 5th, 2014

Trochę o sobie i o poszukiwaniu pracy…

05 lip

Witajcie mam na imię Beata i mam 22 lata.

Teraz właśnie pisząc swój wiek uświadomiłam sobie, że ósmego mam urodziny. Dziwne. Jeszcze przed osiemnastką to czekało się na ten dzień – teraz już jakoś udaję, że go nie zauważam. Czas leci niestety.

W sumie to muszę nabrać wprawy do pisania o sobie, bo nigdy tego nie robiłam. Musicie więc wybaczyć mi chaos i nudę.

Właśnie siedzę w domu i czekam na narzeczonego. On znalazł pracę – ja nie. Już nawet nie mówię o pracy wakacyjnej, bo szukałam czegoś na dłużej, ale w tej dziurze zwanej miastem jest tyle ofert pracy, co ludzi na ulicach po 22 – czyli zero.

Wprawdzie byłam na kilku rozmowach o pracę, ale jak zwykle „odezwiemy się. Miło było Panią poznać”. Kurde to zwykle sklepy z ciuchami. Jak sobie pomyśle ile będę musiała się  tu męczyć by znaleźć pracę w zawodzie to aż mi się płakać chcę. Zastanawiam się jak człowiek ma zdobyć jakiekolwiek doświadczenie skoro nikt nie chce przyjąć go do pracy, bo ma zbyt cienkie cv? Mam tytuł inżynieria, jestem gotowa pracować 12 godzin dziennie za 6 zł na godzinę, ale dla niektórych to jest za dużo. W tamtym roku cudem znalazłam pracę w niby najlepszej restauracji w mieście jako pomoc kuchenna. Ale nacierpiałam się po to by zarobić w jednym miesiącu 500 zł a w drugim 1100 choć pracowałam 12 godzin dziennie. A wypłatę dostałam miesiąc później tylko dlatego, bo pojawiłam się tam z narzeczonym. Zresztą całą wypłatę oddałam jemu, bo gdyby nie on i jego pieniądze nie przeżyłabym sama tych miesięcy. Nie miejcie go za jakiegoś dupka za to, że musiałam oddać mu pieniądze. To była moja decyzja.

A więc dostawszy nauczkę w tamtym roku powiedziałam sobie, że już więcej nie będę tak pracować. Przeszłam się po wszystkich sklepach, stacjach benzynowych wręczając swoje cv, bo uważam, że jak się przyjdzie osobiście to inaczej na to patrzą. Ale chyba się przeliczyłam, bo odezwało się tylko kilka osób. Byłam nawet bliska dostaniu pracy, ale niestety mój ojciec dostał zawału w dniu, w którym miałam się pojawić w pracy na trzeci już dzień próbny. Niestety zapłakana zadzwoniłam by wyjaśnić sytuację. Facet powiedział, że jestem nieodpowiedzialna i powiedział bym nie przychodziła. Odebrałam tylko pieniądze – 40 zł za 14 godzin pracy .

Jest mi naprawdę cholernie cieżko, bo siedzę w domu, podczas gdy mój narzeczony zarabia na nasze utrzymanie. Jeszcze wczoraj dał mi do ręki pieniądze a ja się popłakałam. Poczułam się jak utrzymanka – i chyba niestety nią jestem. On uważa inaczej. Mówi, że skoro jesteśmy ze sobą cztery lata i jesteśmy zaręczeni jest to normalne, że teraz pieniądze nie są tylko jego, ale jest mi z tym tak cholernie źle…

Czuję się totalnie nieprzydatna. Nie umiem nawet gotować, więc jak przychodzi z pracy odgrzewamy sobie jakieś mrożonki. A ja jak próbuje ugotować coś sama to zawsze nie wychodzi. Umiem zrobić tylko naleśniki, spaghetti i chińszczyznę, ale ile można jeść to samo? Dorosłość jest do kitu… Dobrze, że mam Jego. Gdyby nie On, to nie dałabym rady. W dzisiejszych czasach kobiecie jest ciężko zarobić tyle, by utrzymać mieszkanie i kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Dlatego tak bardzo Go kocham. Bo mimo, że jest ciężko i pomimo tego, że ja jestem dodatkowym ciężarem – ciągle chce ze mną być.

Z pośród mi­liona po­wodów na „nie” wy­bierz ten naj­bar­dziej ir­racjo­nal­ny i kochaj… na przekór wszystkiemu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii